Ten cholerny sposób „na maxa”- ja wybieram normalne życie.

with 2 komentarze

normalne życie

Normalne życie? A co to jest? Szlak jasny mnie trafia, bo mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach bycie „normalnym” daleko od normy odchodzi. Jak jesteś „normalny” to jesteś szary, nudny i lepiej nie wychodź z domu. Proponuję położyć się i …czekać.

Coraz częściej spotykam się z byciem idealnym na każdym polu. Jeżeli nie jesteś skrajnie doskonały, nie powinieneś pisać, dzielić się tym, a co gorsza, uczyć tego. Starasz się jeść zdrowo, ale nie pozostawiając rozsądku z tyłu i pozwalając sobie na radość życia w postaci lodów, to Ci powiedzą, że musisz słodkości odpuścić i wpierdzielać sałatę, wtedy możesz się chwalić. Kochasz turystykę, wypady bliższe, dalsze i zwykłe pikniki, chcesz się tym dzielić ze światem… to Cię wyśmieją, bo o podróżowaniu mówi się dopiero, kiedy jesteś po 3 miesiącach w puszczy lub okrążeniu świata na rowerze minimum 3 razy. Kiedy jesteś typem siedzący i duma Cię rozpiera bo postawiłeś chodzić z kijami raz w tygodniu, to Ci powiedzą, żebyś się nie ośmieszał i zrobił jeszcze 300 brzuszków minimum 6 razy w tygodniu (ten 7 możesz poskakać na skakance). Jeździsz na miejskim motorze, no błagam… jak będziesz miał ścigacza, wtedy wrzucaj foty na fejsa…. Długo można wymieniać.

A ja mówię NIE… Mam w nosie co robią inni, jak bardzo są idealni, skrajni i jakich to podróży nie odbyli. Niech będą, niech piszą, ale niech nie obśmiewają, nie onieśmielają innych od siebie. Choć czasami mam wrażenie, że Ci co wyśmiewają zbyt wiele w życiu nie zrobili. Owszem, czasami chciałabym wyjechać gdzieś do Wietnamu (może kiedyś…) i napawać się widokami wprost z kanałów podróżniczych, ale skoro tam nie byłam, nie mogę promować mega fajnego biwaku na 4 kółkach w Krakowie, namawiając do takich wojaży rodzin? Kto zabroni mi opowiadania z wielkim przejęciem o spotkaniu z dzikim koniem w Dartmoor lub zabawie w berka po latarnią morską w Plymouth. Chcę spędzać z rodziną czas i ekstremalnie się bawić bez względu na to, że miejsce jest oddalone 4 km od mojego domu. Chcę mówić, pisać i pokazywać zdjęcia pięknego parku w moim mieście. I tak nazwę się mianem bloga o tematyce turystycznej.

Na co dzień uczę kobiety przedsiębiorcze i ganiające mamy organizacji strefy kulinarnej swojego życia. Podpowiadam jak radzić sobie w zabieganych czasach, dbając o jakość, pieniądze i przede wszystkim czas. Ale czy mówię, że wszystkie mają teraz jeść tylko i wyłącznie eko produkty i obiady gotowane na parze? Nie! Uczę jak zjeść tort bez wyrzutów sumienia i jak przygotować najlepszą pizzę świata! Mówię, jak znaleźć kompromis i zachować równowagę w tym popierdzielonym świecie bez laktozy, bez glutenu, bez mięsa, bez cukru i bez soli. I, żeby nie było, nie jestem całkowitym przeciwnikiem. Jeżeli taka dieta wynika z przekonań, z potrzeby zdrowotnej, jesteśmy we wszystkich kierunkach przebadani i musimy, to absolutnie trzeba ją stosować, ale jeżeli to jest tylko z potrzeby bycia modnym i dopasowanym do koleżanek lub ktoś wywróżył nam to z oczu, bo to jest jedyna droga, słuszna i każdy ma nią podążać… to mnie krew zalewa.

Najśmieszniejsze jest to, że otaczam się z racji zawodu wieloma dietetykami i większość przyznaje mi rację, ale cóż… jak lud chce być mądrzejszy od papieża… to bardzo proszę. My się nie dogadamy, bo zawsze będę ta śmieszna i odstająca od większości.

Sport, kolejne pole do popisu. Rozmowa przy wodzie (bo przecież nie przy kawie), o tym jak właśnie po pobudce o 5 rano przebiegło się maraton, a ty z tą swoją jogą czy kijami to się nie ośmieszaj. Bardzo proszę biegaj, pływaj i wyciskaj na siłowni, ale nie wyśmiewaj mojej aktywności. Grrr, a właśnie, że będę sobie szła z kijami, mało tego, wtedy kiedy mi się będzie chciało… A na jogę pójdę, bo mam chwilę spokoju i mogę się wyłączyć od tego wiecznie wymagającego świata. A dolewając oliwy do ognia, tak będę promowała mini ruch mojego tyłka, bo taki, właśnie na tym etapie mojego życia, jest dla mnie najlepszy.

Jestem żoną, jestem mamą, nie mam nawyku obsesyjnego pucowania domu i nie cierpię prasować. Ale, Pan Małżonek nie narzeka, tylko wspólnie ogarnia ze mną domową rzeczywistość, żebyśmy więcej czasu mieli dla siebie, a syn szaleje z radości razem ze mną, gdy się widzimy po przedszkolu lub pracy. Wolę iść ubrudzić się z nim w piaskownicy niż wywieszać pranie oraz wypić kawę z szanownym, zanim naczynia wylądują w zmywarce.

I wiecie co? Dobrze mi z tym i mam zamiar się tą normalnością, choć normą już nie jest, dzielić, chwalić, celebrować, promować. Prowadzić nadal warsztaty kulinarne robiąc ciasto na maśle, czy tort poczwórnie czekoladowy z batonami na zmianę z serią zdrowych słodyczy, koktajli, czy smacznych i mądrych sałatek. Siedzieć na kempingu przy piwku, naprzemiennie z wyprawą rowerową nad pobliskie jezioro, czy spacer po wzgórzach. Wykonać 3 asany zamiast uczestniczyć w triatlonie. Wrócić do domu z pracy motorem, jadąc 60km/godz, a potem bujać się na hamaku nie myśląc o myciu okien.

I Wam też życzę pięknego dnia, bez względu jaką SWOJĄ normę właśnie celebrujecie.

 

Follow Ilona:

Ilona Klein-Tragier – redaktor i architekt potraw. Specjalizuje się w tworzeniu treści branżowych, na potrzeby mediów społecznościowych i stron www. Organizuje eventy, dba o wizerunek, żywienie i relaks. Jej pasją jest gotowanie, fotografia szczegółu i kulinarna oraz podróże.

  • Normalność to pojęcie bardzo względne;) Mnie to się wydaje, że to taki nowy rodzaj hejtu. Wytykanie, że nie postępujesz idealnie. Wszędzie można spotkać takich ludzi udających, że idealne jest możliwe i nie ma innych opcji – tylko czarne albo białe. Dokopując chcą sobie poprawić samoocenę.

    • Way of Taste

      Dokładnie, normalność jest pojęciem względnym. Ale masz rację, że taki nowy hejt, często to wynik kompleksów. Ale nie potrafię tego zaakceptować i chyba nawet nie chcę 😉 Wolę być normalnie nieidealna 🙂

podróże, fotografia, kuchnie świata, kawa i praca online ♥ naprawdę warto się zapisać na nasz newsletter!

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl