Nikt nie jest głodny o tej porze, czyli posiłki we Francji.

with Brak komentarzy


Wszyscy wiemy, a przynajmniej tak nam do głowy wkładano, żeby nie jeść między posiłkami. Kiedyś mnie to śmieszyło, bo wymyśliłam sobie, że przecież, jeśli coś zjem, to już to będzie posiłek, więc „pomiędzy posiłkami” nie istnieje. No tak, ale to było gdzieś w licealnych czasach, więc można mi wybaczyć. Potem, gdy już wiedziałam, o co chodzi, mało mnie to obchodziło, bo nigdy nie musiałam martwić się o wagę, co bardzo mnie cieszyło, bo jeść, szczególnie niezdrowo, lubię. Nie żebym się obżerała przez całą dobę, ale jeśli na coś ochotę miałam, to jadłam i już. I myślałam, że generalnie tak postępują ludzie na całym świecie, no chyba że są na szczególnej diecie. I żyłam sobie w takim przekonaniu, aż poznałam mojego obecnego partnera, Mojego Monsieur.

Teraz jestem we Francji.
Śniadanie. Robię kawę, pytam go czy chce też. Chce, więc ok, robię i dla niego. Prosi, żeby była z mlekiem, ok, jest z mlekiem. Śniadanie oboje jemy na słodko, więc tu nic dziwnego się nie dzieje. Po południu, tak mniej więcej o godz. 16-ej, mój Monsieur znów ma ochotę na kawę. Robię, podaję i nagle słyszę, że on wolałby bez mleka. Dobra, myślę sobie, ja też czasem piję czarną. Po jakimś czasie zorientowałam się, że tu nie chodziło o to, że on akurat miał ochotę na czarną. Nie! Po prostu rano się pije białą, a po południu czarną ! Okay, każdy ma jakieś dziwactwa. Ale okazało się, że to dopiero początek.

Siedzimy, oglądamy film. Nie lubię tak siedzieć o suchym pysku, więc przyniosłam jakieś ciasteczka, na co słyszę: to nie jest pora na ciastka! Hmmm, ale jak nie jest pora? Jaka pora? Roku? Nie ! To nie jest pora dnia! Ciastka się je między 16.00 a 17.00, a to była powiedzmy 11-ta rano. Nie to nie, zjadłam sama i nie przejmowałam się. Teraz, gdy od trzech lat mieszkam we Francji, widzę jak to wygląda na codzień i już się przyzwyczaiłam, a nawet sama zaczęłam stosować te reguły, częściowo dlatego, że podoba mi się taka dyscyplina żywieniowa, a częściowo, że nie mam wyjścia.

Zachęcamy do przygotowania własnych smakołyków inspirując się Kuchnią Świata. 
Swoją drogą, ciekawe o jakiej porze Ty pijesz swoją kawę?

Gdy we Francji idziesz do kogoś z wizytą tak około godziny 11-tej w południe, spodziewaj się, że dostaniesz kawę bez żadnych dodatkowych przyjemności. W Polsce na stole pojawiłyby się od razu jakieś ciasteczka, słone paluszki i inne tego typu drobiazgi. Tu, zapomnij. Kawa jedna, druga, trzecia dziesiąta, ale nic poza tym.

Zapraszasz kogoś na godz. 16-tą – uwaga, gość liczy na ciasto. Jeśli spotkanie jest o 19-ej – to znaczy, że spotykacie się na apero. Tu mogą pojawić się chipsy, pizza pokrojona w małe kwadraciki takie na raz, ale to jeszcze nie kolacja! Na kolację jest czas między 20-tą a 21-tą, raczej później niż wcześniej. Każdy raczej zna zwyczaje Francuzów : przystawki, danie główne, następnie pieczywo i sery, na koniec deser, wiec wróćmy do tych nieszczęsnych godzin.

Przychodzimy do rodziców mojego Monsieur na mecz. Mecz zaczyna się o godz. 18. I co ? Teściowa proponuje wodę, bo może chce nam się pić, ale nic innego, bo tak przecież głupio pomiędzy godzinami przyszliśmy. O 19-ej na stole pojawia się wino i różne przekąski.

Moją ulubioną sytuacją, którą opowiadam wszystkim już jako anegdotę, jest ta, kiedy to zaprosiliśmy do nas teściów oraz szwagra z żoną na popołudniowe ciasto. Jako że niektórzy kończą pracę o godz. 16-ej umówiliśmy się na 17-tą. Godzina wybiła, teściowie są, ciasto jest, szwagra nie ma. Czekamy. 15 minut, pół godziny, godzina. W końcu jest telefon! Szwagrowi zepsuł się samochód, gdzieś utknął, ale już już jedzie. W końcu gdy zajechał, to była prawie 19-ta. I co robi moja francuska rodzina? Zamawia pizze, bo o tej porze to już nikt nic słodkiego jeść nie będzie!
A pizza oczywiście jedna na sześć osób, bo to jeszcze nie kolacja. Ratunku.

Spacer. Wymyśliłam sobie, że napiłabym się kawy. Mój Monsieur: o tej porze??? Nikt ci tu kawy nie sprzeda, bo teraz jest pora lunchu. I rzeczywiście, pytaliśmy w kilku restauracjach i nic z tego, a bary pozamykane, bo nie czas na takie ekstrawagancje.
I odwrotnie, po 16-ej ciężko znaleźć miejsce, gdzie można by było coś zjeść.

Kiedyś zapytałam mojego Monsieur ” A jeśli ktoś jest głodny o tej porze?” W odpowiedzi liczyłam na coś typu: Trzeba iść sklepu i kupić sobie bułkę. Albo: Trzeba znaleźć restaurację czynną cały czas – takie w miejscach bardziej nawiedzanych przez turystów się zdarzają. Jednak to, co powiedział sprawiło, że na ten temat zamilkłam na wieki: „We Francji nikt nie jest głodny o tej porze.” Voila!

 

Follow Katarzyna:

z wykształcenia filolog polski. Zakochana we Francji i Australii. Od 2013 roku mieszka na Lazurowym Wybrzeżu. Uwielbia czerwone wino, ekstremalne upały, serial Twin Peaks i muzykę Boba Dylana. Jej pasją są tenis ziemny i moda oraz podróże.